Wspomnienia z domu umarłych – a obligatoryjny przepadek korzyści z przestępstwa

Fiodor Dostojewski (1821 – 1881), jeden z najsłynniejszych powieściopisarzy XIX wieku, wywodzący się z polsko – ruskiej szlachty – chociaż do tego nigdy się nie przyznawał i nie znosił polaków z pobudek rodzinnych – zamieszkującej w okolicach Pińska został skazany na katorgę z powodu uczestnictwa w spisku antycarskim. Dostojewski został skazany na 4 lata katorgi i przymusowe wcielenie do wojska w stopniu szeregowca. W 1850 roku znalazł się w twierdzy w Omsku. Tam spędził kolejne 4 lata. Lata katorgi syberyjskiej to czas odosobnienia na „pustyni” tego wielkiego pisarza, który zaowocował powieścią „Wspomnienia z domu umarłych” – a w powieści tej opisał nie tylko ciężką dolę katorżnika – ale przekazał wiele cennych doświadczeń życiowych. Powieść tą przeczytałem pierwszy raz, kiedy chodziłem do II klasy LO. Teraz, gdy od 2012 roku prowadzę indywidualna Kancelarię adwokacka w Warszawie – patrzę na  te dzieło inaczej, zwłaszcza przez pryzmat doświadczeń z prowadzonych spraw karnych. U Dostojewskiego sąd,m procesy, wyroki zawsze są gdzieś na bocznym planie – np. interpretator Apokalipsy Św. Jana z Biesów, który dorabiał jako obrońca pospolitych przestępców, takich jak morderca Fiedka Katorżny. Wracając do Wspomnień z domu umarłych to sugestie i analogie są tu nadal bardzo aktualne, zwłaszcza dla praktyki sądowej, w naszych czasach. 

Obowiązywały wówczas 3 kategorie katorgi . Pierwsza to praca w kopalniach.; przeznaczona była dla tych skazańców z wyrokiem powyżej 10 lat więzienia. Druga to praca w twierdzy dla więźniów z wyrokiem do 10 lat pozbawienia wolności. Trzecia kategoria obejmowała tych katorżników, którzy odbyli swoje kary – a polegała na obowiązku osiedlenia się na Syberii poza gułagiem jako osiedleńcy. Skazańcy co do zasady nie mieli prawa powrotu do Rosji zachodniej. Niektóre wyroki były bardzo trudne do wykonania – a bardzo często zupełnie niezrozumiałe, np. pewien Mosze z Chełma został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności za napad i zabójstwo. Po miesiącu Car go „ułaskawił” – darując mu połowę kary. Żaden Sąd carski nie wiedział, jak ten akt „łaski” wykonać. Więc sędziowie carscy udali się do pewnego Rabina, aby zasięgną w takiej sytuacji rady u Mędrca. Rabin odpowiedział – prosta rzecz.; skoro Moszemu darowali połowę kary dożywotniego pozbawienia wolności, to powinien ją odbywać co drugi dzień: jeden dzień na wolności a drugi w pudle. I skierowali go na katorgę jako katorżnika II i III kategorii;, albowiem katorżnicy po odbyciu kary – ci z III kategorii mogli swobodnie się poruszać poza obozami, no i handlować z więźniami pozostałych kategorii, przynosząc za mury gułagu – zupełnie legalnie – używki tj. alkohol, tabakę czy papierosy – a nawet sprowadzać kobiety lekkich obyczajów.

Główną atrakcją w gułagu carskich czasów był powszechnie dostępny alkohol. Katorżnicy III kategorii albo sami pędzili bimber albo kupowali od „producentów” w postaci czystego spirytusu. Połowę zwykle sami wypijali i uzupełniali ubytki wodą. Tak rozcieńczony trunek sprzedawali katorżnikom II kategorii, którzy to pod koniec wyroków mogli wychodzić do okolicznych miejscowości po zakupy. Nabywcy bezpośredni połowę spirytusu wypijali a ubytki uzupełniali woda. Niekiedy katorżnicy I kategorii również wypijali połowę zakupionego trunku – a następnie uzupełniali ubytki wodą. Ostatni „konsumenci” dostawali wielokrotnie rozwodniony specjał. No i mamy tutaj zupełną analogię z praktyką handlarzy narkotyków. Często zdarza się, że „importer” przywozi substancję w 100% czystą jakiegoś narkotyku. Sprzedaje w mniejszych partiach hurtownikowi. Hurtownik miesza z jakimś wypełniaczem przykładowo –  marihuanę z majerankiem, kokainę z kofeiną albo amfetaminę z mąką – a następnie sprzedaje dealerowi – nazwijmy dealera „katorżnikiem I kategorii”. Dealer I Kategorii ponownie rozcieńcza substancję pół na pół i przekazuje to dealerowi II kategorii”. Tak więc na rynek – oczywiście czarny rynek trafia „towar” przynajmniej dwukrotnie rozcieńczony. Tak więc w przykładowo w 1 gramie jest 0,25 grama czystej substancji – a 0,75 grama wypełniacza nie stanowiącego substancji zakazanej ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii.

W razie wpadki, jednego ogniwa dystrybucji często wpada cała szajka zajmująca się procederem i wówczas mamy do czynienia z aktem oskarżenia przeciwko wielu osobom, którzy obracali tym samym narkotykiem, przykładowo „Importer” przywiózł 100 kg narkotyku, zmieszał go pół na pół z legalnym wypełniaczem. Następnie dealer II Kategorii ponownie zmieszał narkotyk pół na pół z jakąś legalna substancją i tak dalej.

W takiej sytuacji, sąd – w razie skazania – obok kary – orzeka środek karny w postaci –  automatycznie stosowanego środka karnego – przepadku korzyści uzyskanej z przestępstwa. Według przepisu art. 45. § 1 KK jeżeli sprawca osiągnął z popełnienia przestępstwa, chociażby pośrednio, korzyść majątkową niepodlegającą przepadkowi przedmiotów wymienionych w art. 44 § 1 lub 6, sąd orzeka przepadek takiej korzyści albo jej równowartości.

Cała rzecz w tym, że przepadek taki jest zwykle stosowany automatycznie i rzadko który sąd pochyla się nad kwestią rzeczywistej korzyści uzyskanej przez konkretnego sprawcę – a kwestia ile było substancji nielegalnej a ile legalnego wypełniacza – co ma zasadniczy wpływ na wymiar kary (znaczna ilość- nieznaczna ilość itd) – w ogóle nie bywa badana. I tak przykładowo – jak złapano 5 osób w łańcuchu dystrybucyjnym za  obrót 1 kg marihuany przy cenie 17 000 złotych, to często się zdarza, że przepadek domniemanej korzyści jest nakładany w identycznej kwocie na każdego z sądzonych. Wynika to przede wszystkim z oderwanego od przepisów regulujących wymiar kary orzecznictwa Sądu Najwyższego, który wielokrotnie podkreślał, że przepadek korzyści z przestępstwa dotyczy zarówno ceny nabycia narkotyków, jak i marży uzyskanej z odsprzedaży. Na rzecz Skarbu Państwa przepada przychód sprawcy, i nie odlicza się od tej sumy poniesionych kosztów i nakładów, jakie musiał ponieść handlarz na wytworzenie nielegalnych substancji.

Takie podejście jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, logiką i zasadą indywidualizacji odpowiedzialności karnej konkretnego sprawcy. Przecież według Kodeksu Karnego na wymiar kary- obok takich przesłanek jak motywacja sprawcy, popełnienie przestępstwa wspólnie z nieletnim, rodzaj i stopień naruszenia ciążących na sprawcy obowiązków, rodzaj czy stopień ujemnych następstw przestępstwa, właściwości i warunki osobiste sprawcy, sposób życia przed popełnieniem przestępstwa i zachowanie się po jego popełnieniu czy staranie się o naprawienie szkody lub zadośćuczynienie społecznemu poczuciu sprawiedliwości – największy wpływ powinien mieć ustalony przez sąd orzekający w postępowaniu karnym stopień społecznej szkodliwości czynu. A przecież na ocenę szkodliwości społecznej przy przestępstwach narkotykowych istotne znaczenie ma ilość narkotyku, niezależnie czy chodzi o samo posiadanie czy też o rodzaj obrotu czy też przemyt. Tak więc lektura Fiodora Dostojewskiego obrazowo pokazuje analogię rozcieńczania spirytusu przez katorżników z mieszalnictwem handlarzy narkotykowych. Logika przepisów wskazuje, że im mniej narkotyku, tym mniejsza szkodliwość społeczna, a co za tym idzie łagodniejszy wymiar kary. Praktyka pokazuje co innego; sądy zwykle nie badają kwestii realnej ilości substancji nielegalnej – a kilogram amfetaminy jest kilogramem – nawet wówczas, gdy zawiera 750 gram mąki a tylko 250 gramów czystej amfy. Omawianą lekturę Fiodora Dostojewskiego trzeba wpisać do wykazu lektur obowiązkowych aplikantów sędziowskich, aby sędziowie rozumieli istotę zagadnienia rzeczywistej ilości narkotyku – przy wyrokowaniu w konkretnej sprawie, aby kilogram narkotyku zawsze był kilogramem – a kilogram mąki czy cukru – zawsze kilogramem cukru czy mąki – a nie amfetaminy.