Dwa znaczenia praworządności prof. Łukasz Czuma (Reprint)
Łukasz Czuma (1935-2012) – Profesor zwyczajny, doktor habilitowany ekonomii, do śmierci Rektor Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Legnicy, wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Autor tysięcy publikacji naukowych z wielu dziedzin nauki – także z zakresu prawa karnego, prawa konstytucyjnego i filozofii prawa. Znajomość z Panem Profesorem była zasadniczym czynnikiem, aby podjąć decyzję o wykonywaniu zawodu adwokata, aby zająć się sprawami karnymi, aby pomagać ofiarom wymiaru sprawiedliwości w walce o prawa człowieka, aby założyć Kancelarię Adwokacką. Dlatego w 2012 roku, po śmierci Pana Profesora otworzyłem Kancelarię Adwokacką w Warszawie, a od tego czasu świadczę pomoc prawną; prowadzę sprawy karne, sprawy cywilne, sprawy rodzinne – w tym także sprawy rozwodowe, sprawy administracyjne. Profesor Łukasz Czuma to wielki autorytet moralny naszych czasów. Opozycjonista w okresie PRL. Prorok wolności Rzeczypospolitej Polskiej. Wielokrotnie prześladowany i więziony za poglądy polityczne i naukowe w czasach PRL. Działacz niepodległościowej i antykomunistycznej organizacji RUCH, uczestnik Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi na rzecz przemian demokratycznych w Polsce. Pochodził z patriotycznej rodziny; był synem Ignacego Czumy, bratankiem Waleriana Czumy, bratem Andrzeja Czumy (Ministra Sprawiedliwości), Benedykta Czumy , Huberta Czumy i Jerzego Czumy.
Od 2012 roku prowadzę Kancelarię adwokacką w Warszawie. Moja Kancelaria Adwokacka prowadzi głównie sprawy karne i sprawy rodzinne, zwłaszcza sprawy rozwodowe. Jako adwokat zajmujący się sprawami karnymi bardzo cenię dorobek Profesora Łukasza Czumy. Ja poznałem Pana Profesora w 2002 roku, kiedy to poszukiwałem kadry – dobrej kadry naukowej na tworzony Wydział Prawa Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Legnicy. Pan Profesor zgodził się. Przyjął skromną posadę. Był uwielbiany przez studentów WSM w Legnicy. Podczas podróży na trasie Legnica-Wrocław – bo Pan Profesor był bardzo skromną osobą – a do Lublina zawsze podróżował pociągiem; często rozmawialiśmy o starych złych czasach. Pragnął, aby Świat po nim został choć trochę lepszy i zawsze przenikliwie docierał do prawdy. Prawda była dla Pana Profesora rzeczą podstawową i w tym względzie zawsze był bezkompromisowy. Przypłacił tę prawdę własnym zdrowiem. Publikacje naukowe stały się przyczyną Jego cierpień w czarnym okresie PRL. Był za to wielokrotnie więziony w nieludzkich warunkach. Pod koniec życia – tak jakby Pan Profesor czuł że zbliża się kres Jego wędrówki po ziemskim padole – przekazał mi najważniejsze dla niego prace, w większości pisane w stanie wojennym, prace które nigdy w „wolnej Polsce” nie doczekały się wydania ani nawet reprintu, przekazał mi te prace, abym opatrzył je stosownym komentarzem i opublikował. Prace te są nadal bardzo aktualne – a sytuacja w naszych czasach – przyprawia o wiele analogii PRL. Oczywiście wiele się zmieniło. Jednak istota podstawowych problemów jest ta sama. Ziarno które pozostało po Profesorze przyniesie plon i wykiełkuje. Jak w bajce Żegoty z Dziadów:
Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,
Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu,
I rozkazał aniołom zboże przysposobić,
I rozsypać ziarnami po drodze człowieka.
Przyszedł Adam, znalazł je, bejrzał z daleka,
I odszedł, bo nie wiedział, co ze zbożem robić.
Aż w nocy przyszedł dyabeł mądry i tak rzecze:
Nie daremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta –
Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;
Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze!
Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,
Naplwał i ziemią nakrył i przybił kopytem;
Dumny i rad, że Boże zamiary przeniknął,
Całem gardłem roześmiał się i ryknął i zniknął.
Aż tu wiosną, na wielkie dyabła zdziwienie,
Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie!…
Dzisiaj przedstawię tzw. bibułę z 1981 roku, bardzo aktualną również 2019 roku – pracę pt. Dwa znaczenia praworządności. Kodeks karny a trzy kategorie obywateli w PRL, Wydawnictwo Wywrotowca (podziemne) Lublin 1981 rok. Na wstępie zaznaczę, że nauka Teoria prawa i Prawo konstytucyjne istotę praworządności wiążą z działaniem organów władzy publicznej; jest to nakaz działania organów władzy wyłącznie na podstawie i w granicach norm prawnych. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar trafnie i z wielką dokładnością, choć bardzo zwięźle zdefiniował termin praworządność, cytat: „To rządy prawem”. I takie właśnie znaczenie praworządności jest wpisane w aktualnie obowiązującą Konstytucję, która stanowi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Z praworządnością ściśle jest powiązana zasada równości wobec prawa. Bez równości wobec prawa powstaje folwark zwierzęcy. Oznacza to, że w praworządnym państwie – według norm naszej Konstytucji z 1997 roku każde umyślne złamanie prawa przez przedstawiciela państwowego winno implikować postawienie takiemu funkcjonariuszowi zarzutów przestępstwa nadużycia władzy lub niedopełnienie obowiązków. A co robi upolityczniona prokuratura? A jak odpowiadają notable partyjni partii rządzącej – wystarczy każdego dnia wziąć do ręki jakikolwiek dziennik. Ale nie będę tu przywoływał żadnych przykładów – gdybym chciał lamentować – zrobiłbym reprint dziejów Noego w czasie wielkiego potopu. Tak więc w/w Praca jest bardzo ważna dla zrozumienia procesów degradacji systemu prawnego w RP po 2015 roku, kiedy to tworzy się przepisy dla konkretnych sytuacji, przepisy dla konkretnych osób, a naczelne organa władzy publicznej łamią w sposób jaskrawy przepisy prawa, kiedy to na ministra powołuje się osobę skazaną wyrokiem za przestępstwo, kiedy to premier czy prezydent przypominają marionetki z teatru lalek, kiedy to prokuratura bezkarnie może łamać przepisy i posługiwać się przestępstwem w celu zaspokojenia potrzeby skazania, co jest synonimem „dobra wymiaru sprawiedliwości”. Kiedy to obowiązuje domniemanie winy a akt oskarżenia staje się prawdą objawioną, którą trzeba tylko ogłosić przed sądem, a wystarczającym dowodem do skazania podsądnego jest jego kartoteka i dowód osobisty. Kiedy to sądy administracyjne za nic mają zasady ogólne KPA i nic nie znaczy łamanie procedury administracyjnej, wreszcie kiedy to tworzy się inflację przepisów, produkowanych po nocach w Sejmie, kiedy to niszczy się prywatne uczelnie pod pozorem odnowy – a tak naprawdę chodzi o synekury w wyższych państwowych szkołach zawodowych, które w dobie niżu demograficznego nie miałyby szans na utrzymanie się na rynku edukacyjnym. Chodzi o synekury dla biernych, miernych ale wiernych działaczy partyjnych, którzy przez brak talentu lub zwykłe chamstwo nie dostali się do Sejmu, Senatu albo dla których zabrakło apanaży w spółkach Skarbu Państwa. Kiedy to upolityczniona prokuratura wybiórczo stosuje surowe przepisy dla przeciwników politycznych, którym namiętnie stawia bezpodstawne zarzuty. Kiedy to prokuratura nie bada przestępstw powiązanych z prominentami partyjnymi. Proszę przeczytać w/w pracę prof. Łukasza Czumy – niżej przedstawiam jej wierną treść z 1981 roku – dodałem tylko z wyraźnym zaznaczeniem kilka dygresji w kwadratowych nawiasach. Analogie do naszych czasów, analogie do 2019 roku są jak najbardziej aktualne.
Adw. Adam Demecki
Reprint tzw. bibuły z 1981 roku:
Łukasz Czuma
DWA ZNACZENIA PRAWORZĄDNOŚCI – KODEKS KARNY A TRZY KATEGORIE OBYWATELI W PRL
WYDAWNICTWO WYWROTOWCA
Lublin 1981 rok
I/ Dwa znaczenia praworządności
Istnieją dwa pojęcia praworządności:
1/ Niektórzy uważają, że praworządne postępowanie jest to postępowanie zgodne z „literą i duchem” tych przepisów. Jeśli ktoś działa zgodnie z tymi przepisami, to działa w myśl tego pojęcia praworządnie.
Wiele uwagi poświęciło społeczeństwo i „Solidarność”, zwłaszcza od roku przypadkom łamania i przywracania praworządności.
-
Na przykład, według Konstytucji PRL, zarówno robotnicy jak i chłopi, powinni rządzić państwem, gdyż „władza ludowa” to właśnie władza robotników i chłopów.
-
Lub według tej samej Konstytucji PRL i Paktów Praw Człowieka i Obywatela, wydanych przez ONZ, a ratyfikowanych przez rząd PRL, powinna istnieć „wolność słowa, druku itd.”. A więc nie wolno więzić czy prześladować ludzi za głoszenie poglądów innych niż władzy.
-
Lub, według tejże Konstytucji – „wszystkie organizacje społeczne /a więc i „Solidarność”/ winny mieć dostęp do prasy, radia i innych środków masowego przekazu” /np. telewizji/.
Przykładów można mnożyć z każdej dziedziny i na każdym terenie – zarówno na wsi jak i w mieście.
Trzeba walczyć o realizację wielu dobrych, pożytecznych i nieraz pięknych przepisów, artykułów, paktów praw człowieka itd.
2/ To jest jednak za mało, sama zgodność postępowania z przepisami. Mimo że i o to trzeba walczyć do dzisiaj. Niektóre przepisy są złe, a nawet szkodliwe, a ten kto je skrupulatnie wypełnia, nie może być nazwany praworządnym.
Weźmy przykład z okupacji z II wojny światowej. Gestapo postępowało ściśle według przepisów niemieckich, gdy doprowadziło do wymordowania miliony Żydów i Polaków.
Takie postępowanie nie było praworządne, mimo że zgodne z przepisami.
-
Albo wywiezienie w latach 1939 – 1941 z terenów wschodnich Polski/ po zajęciu 17 września 1939 roku przez armię czerwoną/ około 2 milionów osób – dorosłych, starszych i dzieci bez względu na płeć i narodowość, z których większość, zwłaszcza dzieci, prędko pożegnała się ze światem – na pewno było zgodne z przepisami wydanymi przez Stalina, czy odznaczonego czterokrotnie orderem Lenina Berię, marszałka NKWD / odpowiednik ministra spraw wewnętrznych/, a więc najwyższe władze w ZSRR.
Praworządność polega więc na tym też, by przepisy były wydawane zgodnie z dobrem wszystkich obywateli i dla ich dobra. Gdy przepisy są niezgodne z tym dobrem obywateli, to są niepraworządne i trzeba je zmieniać.
Dlatego wielkie pole do działania otwiera się dla tych, którzy chcą zmieniać przepisy tak, by służyły faktycznie obywatelom w mieście i na wsi [Już Arystoteles klasyfikował systemy prawne jako dobre i złe; Arystoteles przedstawiał jako dobre te systemy prawne, które służyły wszystkim – a jako złe te które miały służyć rządzącym – dopisek mój AD].
Złe przepisy trzeba ujawniać i zmieniać a o realizację dobrych przepisów, już istniejących, trzeba walczyć. Bo celem przepisów jest dobro społeczeństwa. Władza zaś winna służyć społeczeństwu.
Podobnie Adam Mickiewicz w „Dziadach” opisuje scenę, gdy zaborca rosyjski na Sybir wywoził dzieci „podejrzane o działalność antypaństwową”, czyli po prostu dzieci, które chciały dla Polski wolności i niepodległości od Rosji. Gdy jedno z dzieci zwróciło się do policmajstra skarżąc się, ten obejrzał kajdany na nogach i rzekł: waga przepisowa, 10 funtów / około pięć kilogramów/.
Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci,
Z gołymi głowami – na nogach okuci.
Biedne chłopcy! Najmłodsze dziesięć lat, nieboże,
Skarżył się, że łańcuch podźwignąć nie może,
I pokazywał nogę skrwawioną i nagą.
Policmajster przejeżdża, pyta czego żądał,
Policmajster człek ludzki, sam łańcuch oglądał,
Dziesięć funtów, zgadza się z przepisaną wagą…
II/ Kodeks karny a trzy kategorie obywateli w PRL
Według Konstytucji PRL i Kodeksu karnego z 1970 roku wszyscy są równi wobec prawa, ale jak wykazuje praktyka 35 lat, to niezupełnie tak jest, jak się pisze [ściślej chodzi o kodeks karny z 1969 roku i tak samo jak w aktualnie obowiązujących przepisach, zarówno w KK jak i w Konstytucji wszyscy są równi wobec prawa. Jednak jak pokazują ostatnie 4 lata rządów PIS-u wśród równych są równiejsi, zwłaszcza notable partyjnie usytuowani poza drakońskim i stale zaostrzającym się prawem karnym – dopisek mój AD]. W PRL można wyróżnić 3 kategorie obywateli, a do każdej z tych kategorii inaczej stosuje się przepisy karne.
1/ Pierwsza kategoria, to ludzie z aparatu władzy – partyjnego. Tych przepisy karne nie sięgały i nie sięgają przez 35 lat. Taki Jakub Berman czy Roman Zambrowski, sekretarze KC do spraw UB za Bieruta, odpowiedzialni za śmierć i cierpienia, jeśli nie dziesiątków tysięcy to setek tysięcy ludzi. Berman żyje do dziś zdrowo i szczęśliwie, jak to się mówi. Albo pułkownik UB Różański, brat Borejszy, specjalista od tortur. Parę lat temu, za Gierka, ujawnił się publicznie, ofiarując KOR-owi/ Komitet Obrony Robotników/ 7 tysięcy złotych „dla prześladowanych”. Niektórzy zastanawiali się czy płaci po złotówce za każdą swoją ofiarę, czy po grosiku.
Powie ktoś, to było kiedyś, teraz nie. Tak było i jest w każdej „epoce” – Bieruta, Gomułki, Gierka/ „jestem szczęśliwy, że żyję w epoce Gierka” – powiedział Jarosław Iwaszkiewicz, prezes Związku Literatów Polskich. Otóż więcej było takich szczęśliwych.
Wprawdzie teraz były dyrektor Tyrański poszedł do więzienia, za nim specjalista od środków masowego przekazu czyli Szczepański, a ostatnio wpakowali do więzienia jakiegoś ministra – Glazura od budownictwa. Ale są to tylko kozły ofiarne do odstrzelenia dla publiczności, czy jelenie przeznaczone do odstrzału. Inni choćby zmarnowali dużo więcej pieniędzy, czy więcej głupstw zrobili, mogą żyć spokojnie, a nawet. przemawiają w KC [Jakże aktualna analogia do aktualnej sytuacji partii rządzącej; popatrzmy na kariery Szydło, Macierewicza, Misiewicza, Chrzanowskiego czy choćby z ostatnich dni Kuchcińskiego – dopisek mój]. Przykłady?
Np. Ile wysiłku kosztowało społeczeństwa województwa Bielsko – Biała usunięcie około 60 złodziei na szczycie władzy, którzy oprócz malwersacji odbierali rolnikom ziemię? Przez 11 dni musiało strajkować całe wysoko uprzemysłowione województwo śląskie – straty dzienne 400 milionów złotych – aby usunąć wojewodę, wicewojewodów, komendantów MO i SB i innych pomniejszych już złodziei. Dlaczego taki olbrzymi wysiłek musiał być zrobiony? Bo ci złodzieje nie byli przeznaczeni do odstrzału dla publiczności.
Podobnie twardo bronił się I sekretarz w Olsztynie, a w telewizji Samitowski zrobił z niego prawie biedną i niewinna ofiarę.
Podobnie było w Radomiu – odpowiedzialni za wydarzenia w 1976 roku I sekretarz Prokopiak, wojewoda radomski oraz komendant MO Marian Mozgawa, musieli ustąpić pod grozą strajku generalnego w całym województwie.
Jak do tej pory zdarzało się i tak, jak to stwierdził pewien dziennikarz, że niedoceniony na danym terenie sekretarz Kacykowski, wraz ze swoim pomocnikiem Ochlajtusem, przenosili się na teren innego województwa, by tam twórczo pracować. [Pewnie w dzisiejszych czasach – na prominentne stanowisko do jakiejś spółki Skarbu Państwa albo choćby do Brukseli – dopisek mój].
Ten sposób myślenia przenika i do prasy. Proszę zauważyć w jednym z ostatnich numerów lubelskiej „Kameny”, która ostatnio stała się nieco bojowa, jest artykuł o Roztoczańskim Parku Narodowym. W parku tym, gdzie nie wolno naruszać przyrody, polowali: mgr inż. tu imię i nazwisko, oraz „prominenci” bez podania nazwisk. A więc po imieniu wolno wymieniać jakiegoś szaraka, który na coś zapolował, natomiast prokurator, który nie tylko polował, ale i zastrzelił dziecko, w dodatku w leśniczówce przy domu, nie jest wymieniony ani z nazwiska ani z litery, jak zresztą inni „prominenci”.
A ostatnio prokuratura w Bydgoszczy donosi, że zbadano 240 świadków, ale nie ustalono jednoznacznie, kto bił ludzi z „Solidarności”.
Podobnie w Komendzie Dzielnicowej Łódź – Bałuty zabito człowieka, ale nie potrafiono ustalić winnych pobicia i zabicia.
2/ Druga kategoria obywateli, to większość społeczeństwa. Dla tych Kodeks Karny stosowany jest z cała surowością. A jest on okrutny. Najwięcej wyroków śmierci, jeżeli nie na świecie, to w Europie/ brak danych dla ZSRR/. Inne wyroki/ nie śmierci/ są wielokrotnie wyższe od wyroków za te same czyny, na jakie skazywano w Polsce niepodległej /1918 – 1939/, czy obecnie na Zachodzie. A jeszcze rozbudowana sieć przepisów karnych i skazywanie w górnych granicach przewidzianych w kodeksie karnym wyroków i grzywien. A w 1970 roku naczelny redaktor tygodnika „Polityka” Mieczysław F. Rakowski pisał, że jest to głęboko humanitarny kodeks. [Jakbym dzisiaj słyszał komentarze Ziobry i jego uzasadnienie konieczności zaostrzenia kodeksu karnego – dopisek mój]. Obecnie od lutego 1981 roku jest wicepremierem.
Czemu służą tak okrutne wyroki? W ten sposób wskaźnik skazanych na 10 tysięcy mieszkańców jest 3 – krotnie wyższy niż w Europie Zachodniej. Podobnie o ile przeciętny wyrok w Europie Zachodniej wynosi 3 miesiące, to w PRL 3 lata. A więc dzięki kodeksowi karnemu z 1970 roku mamy w PRL i większe wyroki i więcej skazanych. Te 100 czy 200 tysięcy więźniów /brak danych/, w sile wieku płci obojga, pracują ciężko fizycznie jako niewolnicy w więzieniach, bo tam jest przymus pracy, bez bhp i innych rzeczy / związek zawodowy/, zdani na łaskę i niełaskę dozorców czy innych władz więziennych, ich sadyzm i „poczucie humoru”. Na przykład w Strzelcach Opolskich zmarł chłopiec, któremu na czas nie zapewniono opieki lekarskiej, a mógł żyć. Gdy zacząłem się żołądkować, dozorca odpowiedział ze znanym poczuciem humoru, mniej więcej tak: na wolności umierają, to w więzieniu tez mają prawo umierać.
3/ Trzecia kategoria , najgorzej traktowanych, to więźniowie polityczni. Wprawdzie w socjalizmie, gdzie w Konstytucji, gdzie zapewniona jest wolność słowa etc. dozorcy i dziennikarze twierdzą, że nie ma więźniów politycznych karanych za poglądy, lecz są kryminaliści, prowadzący działalność antypaństwową [Dzisiaj propagandowa telewizja publiczna głośno mówi o pedofilach i mafiozach vatowskich a ilu z tych biedaków to ofiary upolitycznionej prokuratury?– dopisek mój]. Ta grupa więźniów karana jest najostrzej, a wobec nich nie stosuje się poprawnie nawet surowego kodeksu karnego, lecz wymyśla i naciąga artykuły i paragrafy tego kodeksu. Przykłady można mnożyć z każdej „epoki”.
W 1971 roku w procesie grupy „RUCH” Andrzej Czuma, Stefan Myszkiewicz Niesiołowski, Benedykt Czuma, Emil Morgiewicz, Marian Gołębiewski oraz Bolesław Stolarz zostali oskarżeni o „chęć obalenia socjalizmu przemocą” i dostali wyroki od sędziego zwanego Bodecki, mimo że nie mieli nawet pistoletu nie mówiąc o czołgach i rakietach.
Powie ktoś, że był to wyjątek. Proszę więc zwrócić uwagę na aktualnych więźniów Moczulskiego i jego kolegów. Za napisanie i powielenie programu, bo broni nijakiej nie mieli innej, wytacza się im najcięższe artykuły kodeksu karnego, grożące wyrokami śmierci.
Może ktoś spyta: to może teraz tak jest a przedtem nie. Niestety. I przedtem wymyślano wyssane z palca zarzuty. Dla przykładu tylko, bo przykładów można mnożyć: w latach 50 – tych Józefa Kwasiborskiego ze Stronnictwa Pracy /odmiana Chrześcijańskiej Demokracji/ oskarżono i skazano za współpracę z Gestapo, mimo że w czasie wojny zachowywał się jak Polak. Znalazł się nawet usłużny [ nadgorliwy – dopisek mój] dziennikarz, który napisał książkę o procesie.
Przykład braci Kowlaczyków jest znany. Wiadomo, że na początku lat 70 – tych wysadzili w powietrze kawałek ściany w auli Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu na znak protestu przeciwko mającej tam się odbyć libacji /oficjalna nazwa bankiet/ MO i SB. Wybuch był w nocy, nie zabito nikogo, ścianę szybko wymurowano. Wiadomo, co MO i SB robiła w 1970 roku i 1971 roku na Wybrzeżu. Jeden dostał wyrok śmierci, drugi 25 lat. Po liście protestacyjnym kilkudziesięciu pisarzy i naukowców zamieniono wyrok śmierci na 25 lat. Obecnie milion osób podpisało w Polsce listy za uwolnieniem braci Kowalczyków, a oni jak siedzą tak siedzą już blisko 10 lat.
A przed wojną, Marian Buczek, w 1919 roku wysadził prochownię w czasie wojny polsko–bolszewickiej. Siedział w więzieniu do 1923 roku, przyszła amnestia, objęła go i wyszedł z więzienia.
Mniej znana jest sprawa Jerzego Pawłowskiego – zdobywcy srebrnego medalu w szabli na XVII Olimpiadzie w Rzymie w 1960 roku. W latach 70 – tych skazany został na 25 lat więzienia za …”zdradę tajemnicy wojskowej:, czyli przekazanie na Zachód nazwisk dowódców różnych dowódców jednostek wojskowych, a więc za działalność szpiegowską. W okresie Polski niepodległej /1918 – 1939/ – co roku w Polsce ukazywał się oficjalnie , ogólnodostępny „Rocznik Oficerski”, w którym podawano nazwiska, stopnie, odznaczenia, funkcje itd. wszystkich oficerów.
Dosadnym przykładem naciągnięcia paragrafów i artykułów jest skazanie w styczniu 1980 roku Andrzeja Czumy, Wojciecha Ziembińskiego, Bronisława Komorowskiego i Józefa Janowskiego z ROPCIO / Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela/ za „tamowanie ruchu na ulicach”, gdyż w dniu 11 listopada 1979 roku zorganizowali w Warszawie manifestację patriotyczną. [A oskarżenie w dzisiejszych czasach Frasyniuka za niepodanie danych osobowych funkcjonariuszom Policji – czy to nie jest szykana polityczna? – dopisek mój].
I po odnowie sierpniowej niektórzy z władz chcą nadal postępować tak, jakby nic się nie zmieniło. Lucjan Czubiński, prokurator generalny PRL, w tajnym piśmie z października 1980 roku, do prokuratorów wojewódzkich, piśmie ujawnionym przez warszawską „Solidarność”, podaje, jakie chwyty ma używać prokuratura, i jak naciągać „umiejętnie” paragrafy i artykuły. Tym specjalistą od „umiejętnego” naciągania przepisów prawnych jest więc sam obrońca praworządności w kraju, prokurator generalny PRL.
III/ Zakończenie – wnioski na przyszłość [tytuł części III zmieniony – adw. Adam Demecki]
Podsumujmy jeszcze raz:
Pierwsza kategoria – ludzie ponad prawem, „nietykalni”, którzy sami zrobili się „ubermensch” – ami, czyli ponad – ludźmi.
Druga kategoria – to ludzie, do których przepisy karne i inne jako tako się stosuje.
Trzecia kategoria – to ludzie, dla których nawet gwałci się prawo, by ich gnębić i niszczyć za wszelką cenę.
Kategorie pośrednie /między kategorią 1 -szą i 2 – gą, korzystają z przywilejów kategorii 1 – szej, czyli bezkarności, i tworzą się przez łapówkarstwo, znajomości, należenie do organizacji społecznych – „atrap”. /atrapa – jest to sztuczny twór imitujący w sklepie prawdziwy przedmiot – np. owoce z plastiku/. Tak i w tym przypadku niektóre organizacje społeczne są atrapami, czyli imitują, czyli stwarzają wrażenie, że coś jest. [Taką atrapą jest dzisiaj Trybunał Konstytucyjny z uważającą się za prezeskę przewodniczącą – dopisek mój].
Jeśli ktoś „na górze”, czyli w 1 – szej kategorii traci wpływ, na skutek różnych banalnych na ogół wpadek – przechodzi w najgorszym razie – ale bardzo rzadko co najwyżej do kategorii 2 – iej, a wraz z nim wszyscy zawdzięczający mu 1 – wszą kategorię. Na przykład wraz z upadkiem kogoś z 1 – wszej kategorii /np. Jaroszewicz/ lecą bezkarne dotychczas oszusty jak fałszerz Tibor Petrys, Tyrański, Szczepański itd.
Między kategorią drugą a trzecią są dość ostre granice. W kategorii trzeciej nawet gwałci się przepisy, zmusza ludzi do fałszywych zeznań /np. rzemieślnika że odbierze mu się koncesję/, aby niszczyć ludzi z kategorii trzeciej.
Trzecia grupa jest to na ogół więźniów politycznych, ale nie tylko. Do tej grupy należą wszyscy ci, którzy w jakiś sposób narazili się grupie pierwszej, czyli władzy. Ostatnio w maju 1981 roku, w województwie chełmskim podpalił się chłop, a więc obywatel kategorii drugiej, który latami upierał się przy realizacji swych praw i był nie tylko zbywany przez władze, sekretarzy KW, wojewodę – ale i gnębiony bezprawnie przez milicję i kolegia orzekające / 3 bezprawne wyroki w kolegiach/. W ten sposób przeszedł z kategorii drugiej do kategorii trzeciej.
To podpalenie się na znak protestu jest sygnałem, że milicja jest świadoma i ma zalecenia nawet tak właśnie traktować trzy kategorie obywateli w PRL: do pierwszej kategorii – bezkarnych – nie wtrącać się, bo się można jeszcze narazić; Drugą karać według przepisów, a trzecią gnębić nawet łamiąc przepisy. A więc, czy jest w „służbie narodu” czy aparatu?
Można jeszcze dodać, że oczywiście przepisy wyłącznie tworzy grupa pierwsza, a nie grupa druga, czy trzecia. Ta pierwsza grupa dobiera sobie czasem ludzi z grupy pośredniej – tak zwanych „atrap”, tak samo jak Niemcy korzystali z Kapo w Oświęcimiu.
Grupa pierwsza nie lubi rozrachunku. Już w 1956 roku Gomułka mówił: „nie rozdrapywać ran”, co wtedy znaczyło „nie ujawniać mordów i innych przestępstw grupy pierwszej”.
Podobnie nie rozliczono roku 1970 – go, mimo że nawet powstała komisja sejmowa, która miała zbadać i opublikować wyniki badań.
W 1976 roku – po wydarzeniach w Radomiu i Ursusie nie powstała nawet komisja, a odpowiedzialni za te wydarzenia w Radomiu I sekretarz, wojewoda i komendant MO siedzieli do 1981 roku na swych stołkach i siedzieliby na pewno dłużej, gdyby nie gniew ludu.
I obecnie znów mówi się i pisze / np. Mieczysław F. Rakowski – wicepremier/: „nagadaliśmy się, teraz do roboty”. Lub: „trzeba kończyć te rozliczenia”, „trzeba kończyć nurt rozrachunkowy i zająć się przyszłością”.
Nie zważa się na to, że jeśli solidnie się nie ujawni i nie przeanalizuje przeszłości, to dalej będzie się robiło to samo.
Koniec